Szok, niedowierzanie, które przerodziło się w znudzenie. Tak w skrócie można opisać emocje, które towarzyszyły mi podczas oglądania filmu " Adwokat" w reżyserii Ridley'a Scotta. Fabuła filmu jest dość prosta. Oto widzimy ambicjonalnego mecenasa ( w tej roli Michael Fassbender ), który z całych sił stara się wydostać z narkotykowego biznesu, który miał być dla niego krótką przygodą. Jak wiadomo, wyrwać się z takiej farsy nie jest prosto...łatwiej nie będzie ze zrozumieniem toku myslenia scenarzysty. W pewnym momencie widz traci wątek i nie wie, o czym jest ten film! Co gorsza, zakończenie ( bez spoilera) nie rozwiązuje tej zagadki.
W momencie, gdy merytoryka wysiada, często film ratuje gra aktorska. Plejada gwiazd, takich jak Brad Pitt, Penelope Cruz, Javier Bardem powinna być wystarczającą wizytówką dla tego filmu. Ale i Ci wybitni aktorzy, którym nie można odmówić talentu, nie dodają animuszu temu " dziełu". Ukochana przeze mnie Penelope Cruz, wyrazista w filmach Almodovara, u boku Scotta jest papierową, naiwną panną..
Co tu dodać. Twórca Gladiatora nie spisał się tym razem i w bitwie o uwagę swojego widza wrócił na tarczy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz